Recent Posts

Co oglądać latem

wtorek, 13 sierpnia 2013

Nic mi się nie chce. Cholerne lato rozleniwia. A może to nie lato, może po prostu jestem głupią leniwą krową. Na tyle leniwą, żeby pieścić się z jedną notką tak długo, że inni piszą ją za mnie.

Wiosenny sezon serialowy dawno za nami, a ja nawet nie pokusiłam się o podsumowanie. A jest co podsumowywać. Sporo lesbijsko-queerowego stuffu do analizy. Generalnie było naprawdę nieźle i wiosnę 2013 można uznać za niezwykle udaną. Zanim jednak pokuszę się o analizę (vide porzucę na chwilę moją ulubioną rozrywkę piwo & beznamiętne oglądanie tumblra), napiszę o tym na co się gapić latem.

Odpowiedź brzmi: na piękne dziewczęta na plaży w Saint-Tropez. Oczywiście jeżeli przejadła nam się tego typu rozrywka to pozostają seriale. Zwyczajowo w lato odrabiamy zaległości. Nie zapominajmy jednak, że latem też lecą seriale.

Na pierwszy ogień Pretty Little Liars. Zdaje się, że pisałam już o nim na blogasku. Wciąż jest tak samo beznadziejnie-serialem-dla-nastolatek, ale hej jest Emily Fields. Emily jest lesbijką. Oglądamy wszystkie seriale, w których są lesbijki, prawda? Zwłaszcza, że prócz Emily mamy inne ładne dziewczęta, a ładne dziewczęta są zawsze na propsie.
Swoją drogą chyba przywykłam do poziomu PLL i nawet polubiłam ten serial (wiem zgroza), poza tym latem trudno o dobry serial. Nadal traktuje go w kategoriach guilty pleasure. Jeśli kiedykolwiek będzie inaczej i zacznę wmawiać sobie i Wam, że to dobry serial, weźcie zadzwońcie po lekarza. Wracając do Ems, to jedna z nielicznych postaci niehetero pokazywana naprawdę fajny sposób (ach, żeby jeszcze Shay Mitchell nie była takim drewnem). Czy to dlatego, że scenarzystką/reżyserką jest lesbijka? Pewnie tak. Swoją drogą wspomniana Shay bardzo się stara i w scenach girl-on-girl daje z siebie 150% hihi. Prywatnie również zachowuje się naprawdę sympatycznie, a gdy opowiada o seksualności swojej postaci brzmi to jakby to była najzwyklejsza rzecz na świecie (może dlatego, że jest Kanadyjką, a nie Amerykanką?). Ach, gdyby pominąć jej antytalent aktorski można by ją uznać za idealną odtwórczynię i ambasadorkę LGBT w jednym.


Kolejna produkcja pod znaku ABC Family: The Fosters. Totalna świeżynka. Chyba pierwszy taki serial w historii amerykańskiej telewizji. TF opowiada bowiem o bardzo nietypowej rodzinie. Dwie mamusie plus zgraja dzieciaków. Brzmi fajnie. Tyle, że dla mnie samo fajnie to za mało. Obejrzałam pilota i z dwa następne odcinki. Ba, nawet pokusiłam się o recenzję. Być może zanim ocenię serial powinnam obejrzeć cały sezon. Być może serial się rozkręcił. Być może był czymś więcej niż słodko-tolerancyjną familijną opowiastką o dwóch mamusiach.


Orange is the New Black - cudo. Ten serial jest absolutnie genialny. I to nie tylko dlatego, że mamy tam mnóstwo bohaterek niehetero. To po prostu świetnie napisana i zagrana rzecz. Coś totalnie świeżego.
Krytycy się zachwycają, widzowie zakochali się  i modlą się o drugą serię. A za co ja pokochałam OITNB? Po pierwsze: postaci. Tak wspaniałego spektrum kobiecych charakterów nie było chyba w żadnym innym serialu (The L Word? Hmm nie). Po drugie: dialogi. Są absolutnie genialne. Dowcipne, inteligentne i w ogóle och i ach. Po trzecie: to cholerstwo wciąga. Serio. Po piąte, szóste i dziesiąte: Laura Prepon. Ta kobieta jest niesamowita. Kto by przypuszczał, że Donna z 70's show ma taki potencjał? Jej Alex jest cudowną paskudną lesbą z tatuażem, która powinna stać w Sèvres jako wzór . To bogini lesbijstwa. Koniec kropka.

Orphan Black - tym razem produkcja BBC America, co przynajmniej teoretycznie powinno gwarantować jako taki poziom. I tak też jest. Serial jest dynamiczny, dobrze się go oglądać. Jednakże jego największą zaletą jest Tatiana Maslany. Ona jest tym serialem. I to nie jest zwykła formułka. Chyba nigdy w historii telewizji nie było przypadku, aby jedna aktorka grała kilka różnych postaci jednocześnie. W przypadku Tatiany jest to sześć kompletnie różnych postaci. Najlepsze jest to wszystko wskazuje na to, że będzie ich więcej. Wśród nich jest Cosima -dziewczyna niehetero, a ściślej mówiąc biseksualna.  Niestety. Piszę niestety nie dlatego, że mam coś do postaci biseksualnych, ale dlatego, że dobrze znam scenarzystów. Niestety w większości przypadków postać bi finalnie ląduje w ramionach jakiegoś amanta. Na szczęście gra Tat była na tyle sugestywna (Cosima wręcz ocieka queerem!), że scenarzyści zaczęli coś przebąkiwać o lesbijskiej psychotożamości C. (jest w ogóle takie słowo?) No i właśnie między innymi dlatego rzesze lesbijek pokochały Tatianę. Jest nie tylko niesamowicie utalentowana, ale też pro LGBT. Wszystkie jej wypowiedzi i oczka puszczane do lesbijskich fanek są tak słodkie, że trudno się nie zakochać. Ja przyznaję się bez bicia zakochałam się po uszy.
P.S. Rozumiem krytyczne głosy (w tym Ewy). OB ma pewne braki, które mogą denerwować bardziej wprawionego widza.. Czasem jest to brak logiki w postępowaniu postaci (och, Cosima jesteś taka mądra, a dałaś się zwieźć pierwszej lepszej uroczej blondynce z francuskim akcentem, wróć chyba to rozumiem). Jednak największą wadą, która mi osobiście przeszkadzam jest brak jakiejkolwiek refleksji. Bohaterki znalazły się raczej w nietypowej sytuacji, a spływa to po nich jak po kaczce. Wiem, że w serialu sensacyjnym raczej nie ma czasu na takie bzdury jak zaduma nad ludzkim losem, ale apelowałabym o jedną malutką chwilę oddechu połączoną z refleksją. 

Skins - tak, dzieciaki wróciły. Niestety to najgorsza decyzja jaką mogli podjąć twórcy. Odgrzewane kotlety zawsze będą smakować jak odgrzewane kotlety (by Paulo Coelho). Czy w ogóle kiedykolwiek wskrzeszanie trupa się powiodło? Rozumiem, że kasa, kasa, jeszcze raz kasa, ale czy marka, renoma. nazwijcie to jak chcecie naprawdę nic dziś nie znaczy? Ten pożalsięboże sezon skreślił wszystko co do tej pory osiągnęli twórcy Skinsów. Gratulacje. Jedynie odcinki z Cookiem dają radę. Reszta jest robiona tak bardzo na siłę, że 10. sezon Grey's Anatomy to przy tym szczyt "nieodcinaniakuponów". Chyba najlepszym wyjściem jest udawanie, że ta kontynuacja losów w ogóle nie została nakręcona. Zwłaszcza fanki Naomi i Emily mogą śmiało uznać ten sezon za "niebyły".  A jeśli ktoś jeszcze nie widział najlepiej niech omija szerokim łukiem Skins Fire/Pure/Rise.


To chyba tyle. Mam nadzieję, że zmobilizuje się na tyle, aby opisać miniony sezon serialowy. Zwłaszcza Glee i Lost Girl zasługują na osobną notkę.

P.S. Ależ się namachałam.. A może by tak stworzyć fanpage?

2 komentarze:

Ela Rudzka pisze...

Podobają mi się Twoje wpisy, bo ja napisałabym to samo. Poważnie, Twoje wpisy = mój wewnętrzny monolog.

Pikacz Malutki pisze...

Uwielbiam PLL! Kocham ten serial jak żaden inny. Niestety ostatnio nie mam zbyt wiele czasu na oglądanie bo wisi nade mną widno w firmie - sprzedaż spółek i musze to ogarnąć nim zajmę się serialami.

 

Opisuję lesbijskie seriale i nie tylko: